MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Zduńskowolski kamień runiczny

Szkic zduńskowolskiego kamienia runicznego

Kamienie runiczne to zabytki z najstarszym pismem północnoeuropejskim, którym posługiwały się ludy germańskie. Pismo to składało się ze znaków łacińskich, greckich i rodzimych. Kamienie z takimi napisami pochodzą z okresu od II do XI wieku naszej ery, głównie z terenu Skandynawii i Niemiec. Na terenach Polski odnajdywano też kamienie z tajemniczymi znakami i napisami. Znaleziska te miały potwierdzić odwieczny pobyt ludów słowiańskich na tym obszarze i wysoki stopień ich kulturowego rozwoju, na tyle że potrafili posługiwać się pismem.    

W pracy pt. „Autentyczność kamieni mikorzyńskich, zbadana na miejscu przez dra.  Kazimierza Szulca z polecenia, danego mu przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk Poznańskiego”, która ukazała się w IX tomie „Rocznika Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego” w 1876 r. napisano m.in. o odnalezieniu kamienia runicznego w okolicach naszego miasta. Autor informuje, iż w nr 87 z 23 czerwca 1856 r. „Kroniki wiadomości krajowych i zagranicznych” natknął się na wiadomość: „że dr. Kabl.... (Franciszek Kobylański), praktykujący lekarz w Zduńskiej Woli, w powiecie sieradzkim, doniósł Kazimierzowi Szulcowi o świeżo odkrytej rzeźbie bożka Prowego z ruńskim podpisem, w okolicach Zduńskiej Woli. Jest to nader ważne naukowe odkrycie, bardzo uderzające, ile że prawie współczesne z odkryciem Światowida, (Światowita) w Zbruczu”. Autorem tej informacji był Juliusz Bartoszewicz, który dowiedział się o sprawie od kogoś, kogo wcześniej o kamieniach mikorzyńskich informował dr Kobylański. Warto wspomnieć, że dr Kobylański miał być kolegą szkolnym Kazimierza Szulca z Uniwersytetu Wrocławskiego, choć Szulc w jednym z listów pisze, że nie pamięta go z okresu swoich studiów. Rysunek kamienia znalezionego rzekomo pod Zduńską Wolą dr Kobylański przesłał Joachimowi Lelewelowi, który miał osądzić, że to rzeczywiście bożek  Prowe. Miał on odczytać napis na kamieniu jako „Prowe Smir Kmet” lub „Zbir k bel Prowe” czyli „Umarł Kmieć Prowe” lub „Zebranie ku wielkiemu Prowe”. Słowo kmieć w pierwszym możliwym tłumaczeniu napisu nie oznacza zapewne włościanina lecz wczesnośredniowiecznego wyższego urzędnika książęcego (barona, komesa). Obok napisu wyryta była postać bożka Prowego trzymającego w dłoni trójkąt z głoską w prasłowiańskim alfabecie głagolickim. Lelewel nie wymienia jednak tego znaleziska w swoich pracach poświęconych archeologii ziem polskich.  Prowe był w mitologii słowiańskiej naczelnym bogiem obodrzyckiego plemienia Wagrów. Imię Prowe odczytuje się jako personifikację prawa. Kamień ten miał wymiary: jeden łokieć i trzy cale, czyli ok. 65 cm długości i 18 cali, czyli ok. 43 cm  szerokości.

Rok wcześniej, jesienią 1855 r., Piotr Droszewski znalazł pierwszy z kamieni z napisami runicznymi w Mikorzynie w powiecie ostrzeszowskim, a w sierpniu 1856 r. następny. Piotra Droszewskiego spotykamy później w okolicy Zduńskiej Woli, gdzie umiera w Urszulinie u Franciszka Przyborowskiego. Brat zaś jego, Kazimierz, zamieszkały w Suchoczasach pod Zduńską Wolą, zabrał po Piotrze książki i papiery, z których część tylko w Urszulinie ów Franciszek Przyborowski przekazał Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. W związku z podejrzeniami, że kamień ów jest falsyfikatem rodzina Droszewskich postanowiła następnie odebrać kamień z krakowskiej uczelni. Czy znalezisko ze Zduńskiej Woli lub z Mikorzyna to rzeczywisty archeologiczny rarytas, czy świadoma mistyfikacja, a może tylko dziennikarska, a raczej naukowa „kaczka”, która przez przypadkowy splot niesprawdzonych do końca informacji urosła do rangi archeologicznej zagadki, tego nie wiemy do dziś. Nie jest też pewne czy kamień ów przetrwał do naszych dni. W połowie XIX w. kamienie mikorzyńskie i kamień ze Zduńskiej Woli były jedynymi znaleziskami runicznymi na ziemiach polskich. W jednym z listów Franciszek Kobylański wyjaśnia, że z kamieniami runicznymi, o których mowa zapoznał się odwiedzając często rodzinny Mikorzyn w czasie swego pobytu i pracy w Zduńskiej Woli.