MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Wyrwała ich bolesna historia

Podobnych losów, koleżeństw, jak pożegnanych ostatnio na zawsze dwóch zduńskowolanek, dojrzałych wiekiem, spełnionych rodzinnie, żon, matek, babć jest wiele. Ich życiorysy pisały wydarzenia polityczne i społeczne ostatnich kilkudziesięciu lat. Stąd warto je znać.

Pierwsza z nich to Janina Cieślik z domu Wdowiak. Spoczęła na zawsze niedawno na naszym cmentarzu komunalnym. Swoje życie zawodowe związała na długie lata ze zduńskowolskim "Zwoltexem", który dziś dogorywa. Przez ostatnie lata, w czasie postępującej choroby, opiekowała się nią jedyna córka Krystyna Jarmuszkiewicz wraz z mężem Romanem. Mimo dzielącej ich z konieczności odległości, gdyż po stanie wojennym państwo Jarmuszkiwiczowie zostali pozbawieni praw publicznych i obywatelstwa polskiego oraz stali się wygnańcami z Ojczyzny do Szwecji, to nie było to żadną przeszkodą. Miłość pokonuje wszelkie granice. Pan Roman, to legendarny założyciel zduńskowolskiej "Solidarności". Jest synem Jana, przedwojennego dyrektora Izby Skarbowej, zawodowo i rodzinnie związanego z Łodzią i Łęczycą oraz Joanny z d. Ziętek-Kozubkiewicz, która pochodziła z Sieradza i była w tym mieście znaną działaczką społeczną, szczególnie aktywną w związkach zawodowych. Po wprowadzeniu stanu wojennego pan Roman więziony koleino w zakładach karnych PRL w Sieradzu, Łowiczu i Kwidzyniu, dotkliwie pobity, zmuszony został do emigracji wraz z żoną i dwójką małych dzieci. Pozbawiono ich obywatelstwa. Dziś marzą o powrocie do Ojczyzny. Właśnie złożyli stosowne dokumenty władzą państwowym. Pragną zamieszkać w rodzinnym mieszkaniu po mamie, w domu komunalnym przy ulicy Szadkowkiej. Szczególnie dziś jest ono dla nich ostoją, tak jak było przez ostatnie dwadziescia lat, gdy kilka razy w roku zamieszkiwali tu odwiedzając rodziców. Własnego mieszkania przy ul. Łaskiej już dawno z konieczności musieli się pozbyć. Dzieci ich, nauczyciele, Agnieszka języków obcych i Robert matematyki i fizyki, na razie nie myślą o powrocie. Czy znajdą się w naszym mieście i kraju osoby i instytucje, które szybko i sprawnie umożliwią państwu Jarmuszkiewiczom powrót do rodzinnych stron. Pan Roman, który bardzo był zawiedziony pominięciem go wśród zaproszonych uczestników jubileuszu ćwierćwiecza miejscowej "Solidarności" zorganizowanych w sierpniu b.r., ma tak wiele przecież jeszcze do zaoferowania kochanej Zduńskiej Woli i zduńskowolanom. Zmarła Janina Cieślik najsilniej odczuwała skutki niezłomnej postawy dzieci, które nigdy nie zaakceptowały stanu wojennego. W ostatnich tygodniach pan Roman odebrał Norweską nagrodę za pacyfistyczną postawę i zorganizowaną pomoc dla cierpiących w Iraku. Jest też jednym z głównych świadków w procesie przeciwko inicjatorom stanu wojennego.

Drugą z wspomnianych zduńskowolanek, o śmierci której dotarła do nas ostatnio wiadomość z Wolfsburga, jest Adela Weigt z d. Gering. Pochodziła z naszego Osmolina,a w 1945 r. uciekała z rodziną przed wkraczającymi Rosjanami. Nigdy nie zapomvniała o rodzinnych stronach. Z tej odległości z sympatią budowała nowe więzi między emigrantami z naszego miasta, a Zduńską Wolą, zacierając bariery uprzedzeń, wojennych ran i bolesnych wspomnień. A na każde święta nie zapominała nawet o naszej muzealnej kotce Neli, przysyłając jej paczuszkę ze smakołykami. Dzięki życzliwości naszych czytelników możemy przedstawiać podobne losy i budować trwałe więzi między tymi, których wyrwała spośród nas bolesna historia.

 

 

Jerzy Chrzanowski