MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Musieli interweniować rajcy

Ziemowit Luboszyc - najbardziej 'bojowy' radny W celu usprawnienia i ułatwienia życia mieszkańcom naszego grodu często w sprawach mniejszej rangi, wręcz banalnych, a jakże uciążliwych, muszą interweniować nasi radni. Tak też było w przeszłości. Stąd dziś przypominamy naszym Czytelnikom niektóre z tych pomniejszych spraw, ale jakże ważnych dla życia zbiorowości, które zdarzyły nam się w przeszłości. Podczas posiedzenia Rady Miejskiej odbytego 2 października 1919 r. o godz. 19.00, na które przybyło 22 spośród 24 radnych i 3 spośród 5 członków magistratu oraz 2 ławników dyskutowano m.in. o zaopatrzeniu mieszkańców w lód, o zwiększeniu ilości skrzynek pocztowych, jak również dyżurów nocnych w aptekach czy też o wydaniu legitymacji dla radnych, potwierdzających ich przynależność do Rady Miejskiej, aby w razie potrzeby każdy radny mógł okazać dowód, że sprawuje powyższy mandat. Wniosek radnego Samuela Luboszyca, lekarza, który miał kłopoty z językiem polskim i postulował w radzie i magistracie posługiwanie się językiem jidysz, o następującej treści odczytał przewodniczący obradom Edward Ejchblat, zastępca burmistrza: „Od czasu, kiedy jedyna istniejąca przy browarze miasta Zduńskiej Woli lodownia przeszła wraz z browarem do nowych właścicieli, miasto nasze pozostaje zupełnie bez lodu, gdyż nowi właścicielowie nie wydają lodu nawet na kartki lekarzy. Wobec tego, że lód jest koniecznym środkiem pomocniczym w medycynie i nieuzyskiwanie w razach nagłej potrzeby grozi ludności naszego miasta następstwami wprost katastrofalnymi, wzywamy magistrat, aby ten ostatni podjął kroki w celu zmuszenia właścicieli lodowni do wydawania lodu na kartki lekarzy, felczerów, dentystów, akuszerek, w ogóle całej korporacji medycyńskiej”. Po wyczerpaniu dyskusji nad tym wnioskiem przewodniczący wyjaśnił, że zmusić właściciela browaru do wydawania lodu rada nie ma prawa, pomimo to magistrat zwróci się do właściciela browaru, aby ten dla chorych sprzedawał lód za okazaniem kartek od lekarzy miejskich.

Na tym samym posiedzeniu zaczepny na wielu zebraniach rady inny nasz przedwojenny radny, Abram Rozenberg, którego najbardziej zapamiętanym wyczynem było zerwanie posiedzenia rady w wyniku kategorycznego uporu, kiedy to tylko on jeden został na sali obrad, a wszyscy, łącznie z jego klubowymi partnerami opuścili salę, tym razem zgłosił pożyteczne wnioski. Oświadczył, że w mieście znajduje się tylko jedna skrzynka pocztowa, wobec tego ludność, aby wysłać korespondencję zmuszona jest specjalnie z krańców miasta chodzić do urzędu pocztowego, na co przewodniczący oznajmił, że w tej sprawie zwróci się do kierownika urzędu pocztowego z prośbą, by ilość skrzynek zwiększona została przynajmniej do pięciu i aby umieszczono je w różnych punktach miasta. Drugi ważki jego wniosek dotyczył wspomnianych legitymacji.

W sprawie usprawnienia pracy aptek zapisano: „Wobec szerzenia się w mieście różnych chorób zachodzi potrzeba bardzo często zwracać się do aptek w nocy po lekarstwa, a aptekarze niechętnie załatwiają klientów nocnych lub zupełnie nie załatwiają. Radny Luboszyc proponuje, aby apteki zaprowadziły dyżury nocne. Przewodniczący oznajmia, że w tej sprawie zwróci się do urzędu lekarskiego, aby ten tą kwestię pomyślnie dla dobra społeczeństwa naszego załatwił”.

Na kolejnych posiedzeniach dyskutowano i podejmowano uchwały m.in. o zakupie koni dla magistratu, zorganizowaniu punktu sanitarnego dla prostytutek, ustalano listę zakupu tytułów prasowych dla samorządu czy też rozstrzygano sprawy pobicia radnych na mieście przez mieszkańców i policjantów, jak również bójek między rajcami. To dobrze, że większość z ówczesnych problemów mamy już za sobą.

 

Jerzy Chrzanowski