MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Poeta modli się wierszem

Dziesiątego lutego 2006 roku odszedł od nas Ziemowit Skibiński-poeta, historyk, krytyk literacki rodem z Poddębic. Urodził się tam 16 stycznia 1945 r. Ten wielki erudyta i skromny człowiek od lat związany był z naszym miastem i Ziemią Sieradzką. Tu miał swojego serdecznego przyjaciela, zmarłego przedwcześnie w 1987 r. śp. Feliksa Rajczaka. Obaj przez długie lata obdarzali hojnie swoim zainteresowaniem i wsparciem młodych twórców z naszego regionu. Wielu z nich zawdzięcza im swój literacki debiut i pogłębienie własnej wrażliwości twórczej. Dojrzewali pod okiem krytycznych, a zarazem wyrozumiałych, wytrawnych mistrzów. Ostatnie lata życia Pana Ziemowita naznaczone były cierpieniem. Po wylewie z konieczności osłabła Jego wszechstronna aktywność twórcza i zawodowa. Otoczony rodzinną opieką do końca przebywał w ukochanych Zdunach k. Łowicza. Ubiegłoroczne jubileuszowe spotkanie z okazji 60 urodzin, które przygotował w Poddębicach Paweł Duraj, artysta plastyk zaprzyjaźniony od lat z poetą, było ostatnią okazją do koleżeńskiego spotkania z prof. Ziemowitem Skibińskim. Nieco wcześniej z dyrektor Krystyną Brodowską z książnicy sieradzkiej zorganizował dla naszego środowiska spotkanie z wybitnym znawcą antyku prof. Zygmuntem Kubiakiem, z którym również się przyjaźnił. Wczoraj, po mszy żałobnej w kościele parafialnym w Poddębicach urnę z prochami poety złożono w grobie rodziców.

Skibiński Ziemowit Śp. Ziemowit Skibiński po raz pierwszy ze Zduńską Wolą spotkał się jesienią 1966 r. Przyjechał wówczas na ślub Feliksa Rajczaka z Marią z d. Podgórską. Po latach tak opisał tę wizytę: „W mglisty, chłodny poranek szedłem z Kazimierzem Świegockim z domu weselnego przyjaciela-poety do dworca w Zduńskiej Woli. Zmęczeni całonocnymi hulankami ledwie włóczyliśmy nogi po ulicy Paprockiej, która wydawała się nam niezmiernie długa, zresztą jak i inne arterie tego miasta. Z ulic szedł wręcz przejmujący smutek, mający swój monotonny, melancholijny rytm, który wyznaczały parterowe domki tkaczy, słupy i drzewa w regularnych odstępach, struny drutów, biegnące w dal szare jezdnie i chodniki. Domy, często drewniane, o spadzistych dachach krytych czarną papą, jesienna szarość i przenikliwy chłód, wymarłe o tej porze dnia ulice. Z taką urodą zetknąłem się po raz pierwszy w życiu, a co pierwsze to się zapamiętuje. I późniejsze, bardziej dokładne poznanie miasta nie przygłuszyło tamtego doznania. Niezwykła zwyczajność-tak bym najzwięźlej określił swoistość zduńskowolskiego pejzażu ale to za mało, to jeszcze nic nie mówi. Owa monochromatyczna uroda wymaga dłuższego obcowania, aby odkryć w niej sens i trudne piękno, powstałe za sprawą ludzi; za takim bowiem a nie innym układem ulic, sposobem budowania, urządzenia ogródków, ustawiania ławek przed domami, organizowania życiowej przestrzeni kryją się myśli, przeżycia i pragnienia ludzi, ich mentalność. Żeby więc wydobyć duszę danego miejsca , trzeba oprócz lat doświadczeń posiąść umiejętność dystansu i, oczywiście, nade wszystko mieć talent”.

W 1997 r., w 10 rocznicę śmierci Feliksa Rajczaka, w miejskim muzeum odbyła się prezentacja książki pt. „Feliks Rajczak in memoriam”, zredagowanej przez Pana Ziemowita, a zawierającej wspomnienia o przyjacielu. Cenne dla naszego środowiska są również wydane przy Jego współudziale antologie wierszy o Łodzi, Łasku, Zduńskiej Woli i Ziemi Sieradzkiej. Mówił, że poeta modli się wierszem. A że Zduńska Wola to miasto poetów, stąd wierzmy, że tej modlitwy nie zabraknie tu nigdy dla Niego.

 

Jerzy Chrzanowski