MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Napad na nauczycielkę

Gdy w kraju trwa dyskusja nad postawą pedagogów i uczniów względem siebie i o granicach stosowanych metod wychowawczych, o nauczycielskim autorytecie oraz posłuszeństwie uczniów, warto przypomnieć doświadczenia naszych nauczycieli sprzed lat z trudnymi uczniami. Zarówno dziś, jak i w przeszłości niełatwo o wzajemny szacunek. Czy same działania szkoły w zakresie wychowania wystarczą? Licznym naszym pedagogom udała się ta wielka, ale i trudna sztuka, by być znakomitym wykładowcą i wychowawcą. Są wśród nich nasi najdawniejsi nauczyciele, jak m.in. Maria Tańska, dyrektorka naszego przedwojennego seminarium nauczycielskiego, Ludwik Wicher, dyrektor Gimnazjum i Liceum im. Kazimierza Wielkiego czy Pelagia Kacerowa oraz powojenni: Feliksa Jakubowska, Wanda Sznajder, Zbigniew Tosik czy Kazimierz Gabrysiak i wielu, wielu innych.

Osiemdziesiąt lat temu, na początku lutego, do mieszkania nauczycielki Zofii Zawadzkiej wieczorem przyszedł osiemnastoletni młodzieniec, niejaki Ludwik Wojtczak, były uczeń IV klasy gimnazjum państwowego (obecnego I LO)-o czym donosił lokalny tygodnik „Ziemia Sieradzka”: „Wojtczak wyjął rewolwer, brzytwę, sznur i zagroził śmiercią nauczycielce, jeżeli mu nie odda wszystkich pieniędzy. Przestraszona oddała całą swoją pensję-130 zł. Jednak Wojtczak tym się nie zadowolił, tylko związał ją sznurami. Dopiero na usilna prośbę nieszczęśliwej i zapewnienie, że nic więcej nie posiada, oprócz pensji oddanej, po odebraniu przysięgi, że nikomu nauczycielka nie powie o napadzie, sznury rozwiązał. Nauczycielka z obawy chciała tajemnicę zachować. Dzięki jednak czujności naszej policji, która bezzwłocznie napad wyśledziła, młody bandyta został w tym samym dniu schwytany i osadzony w więzieniu”.

Niemiłe wrażenie czyni na dzisiejszych jak i ówczesnych czytelnikach wiadomość, o napadzie dokonanym przez ucznia gimnazjum. Zuchwałość niektórych zdeprawowanych uczniów i dziś nie ma granic. W lipcu 1930 r. ten sam tygodnik donosił o podejmowaniu na terenie powiatów sieradzkiego i wieluńskiego w urzędach pocztowych pieniędzy na sfałszowane książeczki PKO. Dwóch fałszerzy przyłapano w Zduńskiej Woli. Okazali się nimi uczniowie miejscowych szkół, VI klasy gimnazjum i IV kursu seminarium nauczycielskiego. Osadzeni zostali w sieradzkim więzieniu.

Na zdjęciu Zbigniew Tosik, ceniony pedagog Szukając przyczyn takiej deprawacji naszej młodzieży warto przytoczyć opinię na ten temat sprzed lat: „Nasuwa się tutaj pytanie czy szkoła temu jest winna. Wyjaśniamy, że nie. Wina jest rodziców i złego domowego wychowania. A dowodem jest fakt, że i starszy brat Ludwika Wojtczaka jest mieszkańcem więzienia za podobne zbrodnie. Obecne szkoły kształcą młodzież tylko, a wychowaniem bardzo mało zajmują się. Jeżeli w domu rodzicielskim młodzież nie ma dobrego przykładu, jeżeli dzieją się zgorszenia, to wykształcenie zatrutej duszy młodzieńca więcej straty przynosi aniżeli pożytku. Dlatego kierownicy szkół powinni zbliżać się do rodzin swoich uczniów i zwracać baczną uwagę na środowiska w jakich się młodzież wychowuje”. Czy daleko posunęliśmy się ku lepszemu w wychowaniu młodzieży od tamtych zdarzeń? Przykre incydenty szkolne, agresję młodzieży w stosunku do siebie i nauczycieli może tylko dziś łatwiej wytłumaczyć i zgonić na wszechobecne, nowoczesne media, nieznane kiedyś, takie jak internet czy telewizja i długą nieobecność katechezy w szkołach? Czy tylko z nich współczesna młodzież czerpie wzorce? Czy aby projektowany Narodowy Instytut Wychowania rozwiąże problem?

 

 

Jerzy Chrzanowski