Tegoroczne uroczystości Narodowego Święta Niepodległości w Zduńskiej Woli, podobnie jak w całym kraju, będą miały szczególnie uroczysty charakter. Uczestnicy reprezentujący różne środowiska, instytucje i organizacje wraz z pocztami sztandarowymi oraz władzami samorządowymi w dniu 90. rocznicy wydarzeń z 11 listopada 1918 r. zbiorą się przy ul. Kilińskiego, przed głównym urzędem pocztowym. Tu o godz. 9.30 nastąpi rozpoczęcie uroczystości rocznicowych odsłonięciem tablicy pamiątkowej poświęconej Ignacemu Boernerowi.
Urodzony 11 sierpnia 1875 r. w Zduńskiej Woli syn miejscowego pastora parafii ewangelicko-augsburskiej Edwarda Ignacego Boernera i Marii z d. Rauch, któremu na chrzcie św. w dniu 21 października nadano imiona Ignacy August był ich ostatnim, ósmym dzieckiem. Ukończył studia inżynierskie w Darmstadt. Działał w PPS. Ten jeden spośród najbardziej zaufanych współpracowników marszałka Józefa Piłsudskiego w listopadzie 1918 r. brał udział w rozbrajaniu garnizonu niemieckiego w Warszawie. Wcześniej, w czasie rewolucji 1905 r. m.in. kierował akcją likwidowania carskiej administracji w Ostrowcu Świętokrzyskim, stając na czele tzw. Republiki Ostrowieckiej. Od roku 1929 aż do śmierci 12 kwietnia 1933 r. był ministrem poczt i telegrafów.
W ostatni wtorek września br. doszło w Zduńskiej Woli do szczególnego spotkania. Otóż rodzinne miasto swojej prababki, Marii Pauliny Teresy z Boernerów, najstarszej z rodzeństwa Ignacego Boernera, która wyszła za rosyjskiego oficera Piotra Bułygina, odwiedziła jej prawnuczka, Tatiana Maksimowa z Moskwy. Ta urocza i dzielna 74-latka, która dopiero po przejściu na emeryturę mogła wyrwać się z Rosji własnym samochodem, by poszukiwać rodzinnych korzeni w całej Europie, spotkała się z wnukiem Ignacego, Krzysztofem Boernerem z Wrocławia. Jadąc z Moskwy z prędkością znacznie przekraczającą 100 km/h chwaliła polskie drogi, zadziwiając tym swego krewnego i nas wszystkich, śmiejąc się, że "nie szanujecie tego, co macie". A ta pani inżynier-radionawigator, która całe życie zawodowe związana była z fabryką samolotów Tupolewa, chyba wie, co mówi. Spotkanie z wujem Krzysztofem, który jest nieco młodszy od niej, było pierwszym kontaktem rodzinnym po przerwaniu więzi w latach 20-tych ubiegłego wieku. Honorowany obecnie tablicą pamiątkową w naszym mieście Ignacy, dziadek Krzysztofa, który w listopadzie 1919 r. prowadził w Mikaszewiczach, z upoważnienia Naczelnika Państwa, rozmowy z Julianem Marchlewskim na temat rozejmu w działaniach wojennych, a po wojnie był członkiem Mieszanej Komisji Granicznej Polsko-Radzieckiej i w l. 1923-1924 attaché wojskowym w Moskwie, jako ostatni z polskiej linii rodu Boernerów odwiedzał babkę Tatiany Zofię zamężną Izjedinową i matkę Tatiany Helenę, która wyszła za Sergieja Maksimowa, a także siostrę Marię i szwagra Pawła Bułyginów, który był stryjecznym bratem ministra spraw wewnętrznych w carskiej Rosji. W czasach Rosji bolszewickiej rodzinę zesłano na Sybir.
Podczas spotkania w miejskim muzeum nieznani dotąd sobie, choć wcale, jak się okazuje, nie tak dalecy krewni, mimo że z tak odległych stron, bo oboje w prostej linii potomkowie Marii i Edwarda Boernerów ze Zduńskiej Woli, tych wielce zasłużonych dla naszego miasta małżonków, patriotów i społeczników mieli sobie i nam wiele do opowiedzenia i przekazania. Jak choćby to, że po "nocy św. Bartłomieja" i prześladowaniach protestantów Boernerowie z Francji uciekli na ziemie niemieckie, a w XVIII w. przybyli z Saksonii na tereny Polski wraz z dworem króla Augusta III. Czy to, że Paweł Bułygin, syn wspomnianych Marii Pauliny Teresy i Piotra to znany emigracyjny rosyjski poeta, który wyjechał do Paragwaju, gdzie zmarł 17 lutego 1936 r. W 1935 r. w Londynie wydano jego książkę o zabójstwie carskiej rodziny przez bolszewików. Tatiana doprowadziła w 2000 r. do wydania po raz pierwszy tej publikacji wuja w Rosji. Egzemplarz jej przekazała do muzeum miejskiego.
Jerzy Chrzanowski