MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Ja tu nie mieszkam, ja tu żyję

Jak zawsze cicho i skromnie, przy modlitwie i wśród swoich „Aniołków”- podopiecznych schroniska dla bezdomnych mężczyzn w Henrykowie-obchodził swoje 73 urodziny twórca tego przytułku ks. Leszek Wojtyś. Tegorocznego, gorącego lata jest mu wyjątkowo trudno. Wielu „Aniołków” ruszyło „w Polskę”. Pozostali ci, którzy mają największe kłopoty ze zdrowiem. Trzeba dla nich zdobyć wyżywienie i opiekę.A ks. Leszek, jak dowcipnie mówi, działa na piąty rozrusznik serca i przede wszystkim według woli Pana Boga. A tu tak niedawno ten święty z naszych ulic stracił swojego przyjaciela i pomocnika, śp. Jana Szalińskiego. Kiedyś Pan Jan trafił do ks. Leszka ze swoimi problemami i nałogami. Otrzymał wsparcie od mądrego i dobrego ks. Leszka. Odbudował swoje życie i wiarę i stał się jego „prawą ręką”. Przez wiele lat wspólnie załatwiali wiele spraw nie do załatwienia. Zwozili żywność, odzież, opał itp. do schroniska, tego formalnego oraz tego nieformalnego, dużo większego, które stanowią ubogie dzieci i dotknięci bezrobociem oraz odrzuceniem mieszkańcy okolicznych wiosek.

Żyjący 53 lata w zakonie oriońskim i blisko 50 lat w kapłaństwie ks. Leszek do Zduńskiej Woli przybył jak 15-latek. Urodził się 19 lipca 1933 r. na Ziemi Kieleckiej, w pobliżu Buska Zdroju. Był piątym dzieckiem spośród dziewięciorga dzieci Józefa i Marii z d. Wołoszynowskiej. Dziś jest bardzo zmęczony, ale nie ma zwyczaju ani sił oraz czasu na żale. Trzeba przecież codziennie przywieźć, rozdać i rozwieźć żywność, trzeba robić zapasy na zimę, trzeba sprowadzić lekarza, trzeba zabrać w nocy z trawnika lub dworca kolejnego upadłego, trzeba nakarmić króliki. Każda doba na to za krótka. Czasu starcza tylko na pracę i modlitwę. Mimo tych trosk ks. Leszek jest szczęśliwy. Z wielką radością i pokorą przyjął decyzję swoich przełożonych zakonnych, którzy ostatnio zadecydowali o pozostawieniu go na zawsze z jego „Aniołkami” w Henrykowie.

PapieżJego praca doceniana i rozumiana jest nie tylko przez zwierzchników kościelnych, ale również przez władze samorządowe. W 1999 r. ks. Leszek został uhonorowany tytułem „Zduńskowolanina Roku”, w 2003 r. wprowadzony został do „Galerii Niepospolitych Zduńskowolan”, a w 2005 r. otrzymał tytuł i medal „Zasłużony dla Zduńskiej Woli” za wybitne zasługi dla miasta. Doceniano go w każdym miejscu, gdzie pełnił swoją zakonną i kapłańską misję, począwszy od Częstochowy poprzez Rybną k. Krakowa, Malbork, Kalisz, Czarną k. Wołomina. W tej ostatniej niedawno otrzymał medal od włodarzy gminy z herbem miasta i sceną upamiętniającą bitwę w 1920 r. pod Radzyminem. Oczywiście podarował go do zduńskowolskiego muzeum miejskiego, tak jak wszystkie wcześniejsze „trofea”. W Czarnej stworzył wcześniej podobne schronisko jak w Zduńskiej Woli. Najtrafniejszą, a zarazem najkrótszą opowieść o mądrości, dobroci i szlachetnym życiu ks. Wojtysia stworzył na malowidle ściennym artysta malarz Jan Molga. Zostało ono umieszczone na ścianie stołówki w schronisku w Czarnej. Widzimy na nim stojącego za stołem Św. Alojzego Orione, krojącego chleb i patrzącego na oglądających obraz. Obok ks. Leszek Wojtyś podaje kromkę chleba dziecku siedzącemu na kolanach matki. Ojciec z córeczką trzymają pusty talerzyk gotowi wziąć chleb. Towarzyszą im: bosy chłopiec z piłką i kijem, czytająca książkę kobieta odpoczywająca w ten sposób po długiej wędrówce, niepełnosprawny mężczyzna i siostra zakonna oraz zbliżający się do stołu dopiero co przybyły, odarty, bez butów, poruszający się o lasce, chory człowiek. Obraz nosi tytuł „Chrystus bezdomny”. A sam ks. Leszek mówi o sobie: „Ja nie mieszkam w schronisku, ja tu żyję”.

 

Jerzy Chrzanowski