MUZEUM HISTORII MIASTA ZDUŃSKA WOLA

Wielkiemu zduńskowolaninowi

Leopold Langer z żoną Rozalią, matką i dziećmi.

   Oddając hołd i szacunek patronowi naszego miasta, tej wielkiej postaci Kościoła polskiego i powszechnego, Senat Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił uchwałą z 21 października ub. r. rok 2011 Rokiem Świętego Maksymiliana Marii Kolbego. Stało się to podczas 63. posiedzenia izby wyższej Parlamentu na wniosek złożony w czerwcu 2010 r. przez senatora z naszego miasta-Marka Trzcińskiego. Decyzję w sprawie przyjęcia uchwały senatorowie podjęli jednogłośnie.

   W trudnych czasach zawirowań społecznych ogłoszenie roku 2011 Rokiem św. Maksymiliana Marii Kolbego jest wyjątkową okazją do przedstawienia postawy i osoby tego wybitnego Polaka i kapłana. Jest to również wyjątkowa i historyczna chwila dla miasta, z którego Święty pochodzi oraz dla mieszkańców Zduńskiej Woli. Zatwierdzona oficjalnie przez Senat uchwała stwarza nowe wyzwania i zadania dla rozwoju życia duchowego i kulturalnego miasta. Jest też okazją do uczczenia pokoleń wielu Polaków, budujących pozycję i szacunek wobec Narodu Polskiego, przez twórczą służbę człowiekowi.   

    W związku ze 117 rocznicą urodzin i chrztu św. Maksymiliana już w najbliższą niedzielę w naszej Bazylice Mniejszej o godz. 12.00 honorować będziemy to wydarzenie, jak co roku, uroczystą mszą. Zostanie wówczas zainaugurowany w naszej świątyni i diecezji Rok Świętego Maksymiliana. Uroczystość będzie transmitowała Telewizja TRWAM.   

    W popularny i przystępny sposób przyjście na świat 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli Rajmunda Kolbego, przyszłego św. Maksymiliana, w swej beletrystycznej książce przedstawiła mieszkająca w Łodzi, a od lat zaprzyjaźniona z miejskim muzeum Julia Szwarc. Autorkę będziemy gościć na jesiennym spotkaniu w naszym muzeum. O tych najważniejszych narodzinach w dziejach naszego miasta pisała ona: „Marianna czuła się źle. Co chwilę ocierała pot z czoła, choć na dworze zima panoszyła się w całej pełni. Od dwóch miesięcy trzymał mróz i co kilka dni dosypywało świeżego śniegu. Chciała położyć się na spoczynek, dlatego zaraz po kolacji postanowiła rozebrać posłania. Zdjęła kapę z łóżka i starannie złożywszy położyła ją na krześle. Potem brała do rąk każdą poduszkę i napuszała, podrzucając lekko w górę. Ale kiedy chciała wstrząsnąć rozłożystą pierzynę, doznała gwałtownego bólu w krzyżu. Boleść była tak ostra, że promieniście rozeszła się po całym ciele, godząc głównie w brzemienny brzuch. Odruchowo objęła go oburącz i skuliła się jak pod ciosem. Dziecko w głębi łona poruszyło się gwałtownie. Wkrótce jednak ból ustąpił, więc się podniosła, lecz ogarnęła ją taka słabość, że musiała przysiąść na brzegu ławki. Zaczęło się – pomyślała.

-Boże, miej mnie w swej opiece i zmiłuj się nad tym maleństwem– wyszeptała strwożona, kierując wzrok ku niebu. Jednak po chwili wstała i podeszła do wiszącego na ścianie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Patrząc błagalnie w Jej oblicze, zaczęła modlić się całym sercem: -Matko, która wydałaś na świat Syna Bożego–mówiła z wielkim przejęciem– proszę Cię, pozwól mnie niegodnej szczęśliwie urodzić to dzieciątko i nie osierocić pierworodnego. On bowiem z łaski Pana już prawie od dwóch lat jest naszym największym skarbem. Maryjo, błagam Cię!

Następnie wzięła do ręki różaniec i półgłosem zaczęła odmawiać część radosną. W czasie modlitwy znów chwyciły ją bóle, lecz pochyliła się mocniej i ukrywając twarz w dłoniach, dotrwała do końca. Była sama w mieszkaniu; właściwie prawie sama, bo mały Franuś już spał. Podeszła do kołyski i westchnąwszy głęboko, pobłogosławiła synka znakiem krzyża, następnie ruszyła ku drzwiom. Juliusz, je mąż, był przed domem, gdzie odgarniał śnieg. Właśnie przystanął, aby odsapnąć przez chwilę, gdy w uchylonych drzwiach dostrzegł twarz żony, która zawołała z cicha: -Julku, podejdź proszę. Za moment był już przy niej i ująwszy za ramiona, spojrzał pytająco. Ona zaś spuściwszy głowę niczym winowajca, który sprowadził kłopoty na swoich najbliższych, wyznała cicho jakby ze skruchą:-Zaczęłam rodzić. (...) Leciutko wepchnąwszy żonę do mieszkania, tak jak stał, puścił się pędem wzdłuż ulicy. Biegnąc powtarzał raz po raz:-O Boże, miej nas w swojej opiece! Wracając trzymał mocno pod rękę najstarszą siostrę żony–Rozalię Langerową, która będąc akuszerką odbierała wszystkie porody w rodzinie”.

    Przypomnijmy, że Rozalia Langerowa z d. Dąbrowska była najstarszą siostrą matki św. Maksymiliana, a jej mąż Leopold Langer został ojcem chrzestnym małego Rajmunda.